Rozdział 19

Między nauką a religią

W tym opracowaniu nie zajmuję się żadną z wersji „boga urojonego” głoszonego przez rozliczne wyznania religijne i systemy filozoficzne. „Mój Bóg” musi być w pełni „naukowy”’. Niestety nauka, w odróżnieniu od teologii i filozofii, nie wypracowała sobie żadnego konkretnego pojęcia Boga. Z przyczyn oczywistych nie może się bowiem Nim zajmować. Ja jednak, czyniąc pewien wyłom w naukowych metodach badawczych, postanowiłem zająć się Bogiem nazwanym tutaj Bytem Pierwoistnym.

Dla nauki istnieją trzy istotne problemy do rozwiązania, z którymi boryka się ona od tysięcy lat. Chodzi o problem powstania wszechświata, o zjawisko pojawienia się w nim życia oraz o zaistnienie człowieka w środowisku przyrody. Te trzy zagadnienia wchodzą w zakres omawianego przeze mnie stwórczego dzieła dokonanego przez Byt Pierwoistny. Oczywiście teologia postrzega te tematy odmiennie niż nauka.

Spór polega na tym, czy wobec powyższych twierdzeń przyjąć punkt widzenia nauki, czy traktować je jedynie w kategoriach wiary. Z punktu widzenia sporej części naukowców wiara religijna jest abstrakcyjna i nielogiczna. Dla nich jest aktem bezkrytycznego przyjęcia jakiegoś wyobrażenia o nieistniejącej rzeczywistości, którą w niepojętny sposób akceptują ludzie. Rzeczywiście, wiara religijna jest najczęściej nieracjonalna. Służy czasami do zaspokojenia pewnych potrzeb dotyczących naszych pragnień lub marzeń. Dla nauki najbardziej dziwne jest to, że wiara religijna, choć nielogiczna lub czasami absurdalna, jest akceptowana przez ludzi. Włączając się do powyższego sporu, chciałbym przyczynić się do zmiany zarówno nastawienia naukowców, jak i wyznawców różnych religii.

Jak zaznaczyłem we wstępie do tej części książki, staram się w sposób obiektywny zbliżyć do siebie naukę i religię. Obserwując i opisując rzeczywistość, posługuję się logiką i analizą naukową. W tym przypadku idę ręka w rękę z nauką. Równocześnie wobec religii chciałbym pełnić rolę obiektywnego badacza dzieł przypisywanych Bogu.

W dyskusji toczącej się między nauką a religią wciąż istnieją negatywne zjawiska dotyczące samej zasady funkcjonowania dialogu. Przede wszystkim nauka nie musi uwzględniać założeń, jakimi kieruje się religia. Może w otwarty sposób zajmować się wszystkim, co jest w kręgu jej zainteresowań, bez żadnych sztucznych barier. Może również łączyć wysiłki intelektualne całej ludzkości, zatrzymując się tylko przed barierą braku odpowiednich metod i narzędzi badawczych. Natomiast religia może dalej działać za tą barierą. Dobrze by było, gdyby jednak przyjęła pewne nowe formy intuicyjnego poznania, które nauka jeszcze w pełni nie zaakceptowała, a które są w polu jej zainteresowań. W ten sposób uzupełni ona dążenia swojej konkurentki do poznania całej prawdy o wszechświecie. Aby uniknąć konfliktów z religią, nauka powinna jasno dać jej do zrozumienia, że musi mieć w swoich badaniach absolutnie wolną rękę i zażądać, żeby jej nie przeszkadzała oraz nie okopywała się na pozycjach defensywnych w obronie swoich dogmatów. Jeśli Bóg rzeczywiście jest wszechmocny i wystarczająco potężny, to nie potrzeba Go bronić, gdyż tak jak dał sobie radę ze stworzeniem wszechświata, tak i da sobie radę z potwierdzeniem Swojego dzieła. Istnieje ono obiektywnie, a zatem wystarczy, że religia będzie je prezentować, a nauka badać.

Wyzwaniem dla ludzkości jest wypracowanie metod współdziałania między religią a nauką. Człowiek, jako twórca nauki i religii, jest do tego powołany, gdyż powinien się poruszać swobodnie w obydwu tych obszarach. Nauka mu to zapewnia, ale religia nie zawsze. Jednak w pierwszej kolejności należy wystrzegać się lekceważenia jednej ze stron dyskusji oraz wykluczania z badań jej punktu widzenia.

Badanie zjawisk zarówno w świecie przyrody, jak i w umyśle człowieka jest pasjonującym zadaniem dla obu stron używających różnych punktów widzenia. Trzeba tylko znaleźć dla nich wspólny mianownik. Jest nim przede wszystkim duchowość człowieka, która w przypadku wiary oznacza naszą nieśmiertelną osobowość, a dla nauki polega na funkcjonowaniu umysłu w formie inteligencji, woli i uczuciowości. Następnym polem do dyskusji jest problem istnienia zła, które od zawsze niszczy osiągnięcia obu omawianych przeze mnie dziedzin. Tu religia może szczególnie podsunąć wiele wypracowanych przez siebie rozwiązań. Tymczasem nauka może tylko stwierdzić, że zło istnieje, równocześnie przyznając, że nie jest w stanie definitywnie go zlikwidować. Niestety, religia też boryka się z tym problemem, ponosząc często porażki, choć trafnie definiuje metody usunięcia zła. Zatem tematy dotyczące sensu istnienia ludzkości, celu przemian cywilizacyjnych oraz dążeń do wyeliminowania zła powinny być wspólną osią działania obu tych dziedzin życia.

Naukowiec badający proces powstania wszechświata zadaje sobie pytanie: jak to wszystko zaistniało? Wydawałoby się, że wierzący w Boga badacz rzeczywistości podejdzie do tego zagadnienia zupełnie inaczej. Tymczasem ten bardziej religijny poszukiwacz prawdy zadaje sobie prawie takie samo pytanie jak każdy inny naukowiec. Brzmi ono: jak Stwórca mógł tego dokonać? I rzeczywiście, nie różni się ono specjalnie od pytania: jak to wszystko powstało?

Dlatego analiza powstania świata prowadzona przez naukowca nie musi w swej formie odbiegać od sposobu badań prowadzonych przez badacza religijnego. Obaj zgodnie zauważą, że świat powstał z energii. Pewnie jeden powie, że z tej, która wzięła się znikąd, a drugi, że z tej, która istniała od zawsze. Obaj zatem wykażą się aktem swoistej wiary, gdyż ten pierwszy przyjmie, że coś się wzięło z niczego, a ten drugi, że z Energii, która istniała w Bogu. Gdy naukowiec przyzna, że jakieś prawa, które na przykład znamy dzięki fizyce klasycznej czy kwantowej, jakoś tam sobie od zawsze istniały, to ten wierzący stwierdzi, że Bóg istniał od zawsze i te prawa miał w Sobie. Wtedy, choć przynależą do różnych środowisk badawczych, ich twierdzenia o powstaniu początku wszechświata staną się podobne. Może nawet obaj dojdą do wniosku, że powstał on z Wielkiego Wybuchu. Oczywiście naukowiec powie, że Wielki Wybuch dokonał się sam i udział Boga w nim jest zbędny, a równocześnie pytanie, co było przed nim, jest bezsensowne. Za to badacz religijny na pewno stwierdzi, że zapoczątkował go Stwórca, który przedtem miał w Sobie Pierwoistną Energię, przenikniętą Jego Prawami i Zasadami. Zatem w przypadku przyczynowości stworzenia obaj pozostaną na poziomie wiary i będą prawie zgodni. Tymczasem w przypadku jego celowości ich zdania będą zupełnie inne. Po prostu naukowiec nie będzie mógł w ogóle odpowiedzieć na pytanie: po co powstał wszechświat? Ja tymczasem, będąc w roli badacza religijnego, odpowiadam na to pytanie całym tym opracowaniem.

W opracowaniu tym założyłem sobie istnienie Boga pod każdym względem idealnego, wiecznego i absolutnego, to znaczy niezależnego od niczego, ani od czasu, ani od przestrzeni. Właściwie na obecnym poziomie rozwoju ludzkości inna koncepcja Stwórcy nie ma już racji bytu. Sens posiada tylko Bóg idealny, wieczny, absolutny, a równocześnie doskonale dobry. Nie można więc wymyślić sobie kogoś lub czegoś, co jest od Niego doskonalsze, bardziej wieczne czy bardziej idealne.

 

 

 

 

 

 

Essenceizm -

Analityczny system dla zrozumienia istnienia Boga, świata duchowego i wieczności człowieka

Na tej stronie przedstawiona jest treść kilku książek dotyczących analitycznego sytemu o nazwie essenceizm:                            

 1. Essenceizm 1 - “Bóg nie jest z tego świata”

 2. Essenceizm 2 - “My jesteśmy z tego świata”

 3. Essenceizm 3 - “Zło jest z tego świata”

 4. Essenceizm 4 - “Wizja nie z tego świata”

 5. Essenceizm 5 - “Wieczność nie jest z tego świata”