Rozdział 17

Człowiek wobec śmierci – wizja III

O świecie duchowym jako o miejscu naszego wiecznego przebywania pisałem już w poprzednich rozdziałach. Kierowała mną wówczas myśl, aby przestał on być dla nas aż taki tajemniczy. Chciałbym poprzez swój opis oswoić ludzi z jego istnieniem oraz z koniecznością uznania go za nasz przyszły, wieczny dom. To oswojenie powinno mieć nawet szerszy wymiar. Jeżeli mamy w nim spędzić niekończącą się wieczność, to warto przyjąć na stałe, że jest dużo ważniejszy niż te lata przeżyte w świecie fizycznym.

Na razie wygląda na to, że od tej wiecznej przyszłości odgradza nas prawie nieprzenikniona zasłona. Nikłe informacje z „tamtej strony” są niesprawdzalne lub co najmniej niepewne. Wyznawcy różnych religii tworzą o świecie duchowym swoje teologiczne wizje, podczas gdy większość naukowców nie bierze tego wszystkiego na serio. Dość częstą postawą ludzi wierzących jest oczekiwanie na swojego rodzaju niespodziankę z nieba, którą przygotowuje dla nich Bóg. Taką wiarę odziedziczyliśmy po odległych czasach starożytności czy średniowiecza i to nam wystarcza. Ja jednak na nowo próbuję opisać te sprawy, abyśmy nie błądzili po omacku, zarówno teraz, jak i w przyszłym życiu.

Prawie wszystkich ludzi dotyka strach przed śmiercią i to uczucie bywa często paraliżujące. Szczęśliwi mogą być ci, którzy mają możliwość spokojnie zastanowić się nad swoim życiem, będąc jeszcze w pełni władz umysłowych. Dlatego w tym opracowaniu chcę każdemu uświadomić fakt, że śmierć jest sytuacją, którą koniecznie trzeba zrozumieć za życia. Pragnę również wyjaśnić, kiedy należy jej się bać, a kiedy jest to niepotrzebne. Warto więc zastanowić się nad takim ułożeniem swojego życia, aby być przygotowanym na ten ważny moment.

Jeżeli żyje się w piekle, to oczywistym wnioskiem jest pragnienie ucieczki z niego. Praktycznie nie da się tego zrobić bez utraty życia fizycznego. Również nie wystarczy „ucieczka” w ciekawe podróże czy też w marzenia o szczęściu i miłości, a nawet w modlitwę. To są tylko półśrodki, ale ponieważ ludzkość nigdy nie zaznała życia w idealnym świecie, to takie półśrodki mogą nam trochę pomóc. Doświadczyłem tego osobiście. Gdy jednak czujemy, że nasze życie dobiega końca, warto porzucić półśrodki i zrobić porządek ze swoimi problemami.

Wiele razy zadawałem sobie pytanie, czy jestem już przygotowany na śmierć i czy jeszcze muszę coś robić w tej sprawie. Nie ma wątpliwości, że problemy, które mamy za życia fizycznego, mogą nas obciążać w świecie duchowym. Co prawda, większość naszych codziennych zmagań nie będzie miała żadnego znaczenia w świecie duchowym, pomimo że poświęcamy im zasadniczą część ograniczonego czasu naszej ziemskiej egzystencji. Widać z tego, że przez wysiłki niemające nic wspólnego z naszym przyszłym życiem w świecie duchowym tracimy często z oczu prawdziwy sens naszego istnienia.

Najlepiej wejść do świata duchowego całkowicie uwolnionym od zobowiązań ze świata fizycznego. Dobrze jest wcześniej naprawić wszystkie krzywdy wyrządzone innym ludziom, spłacić wszystkie długi, te materialne i te moralne, a także przeprosić tych, którzy z powodu naszych błędów obciążają nas konkretnymi winami. Warto zrobić bardzo głęboki rachunek sumienia, poszperać w pamięci, aby poszukać nawet najdrobniejszych krzywd, które komukolwiek wyrządziliśmy. Warto też przeprosić tych, którzy się na nas gniewają lub mają do nas zadawnione pretensje. Czasami takie przeprosiny są technicznie niemożliwe i wtedy możemy uzyskać pewne przebaczenie poprzez spowiedź według zaleceń konkretnej religii. Można też zdecydować się na publiczną spowiedź, prosząc słuchaczy o przebaczenie wyrządzanych krzywd. Tak czy inaczej, uważam, że głównym zadaniem człowieka przed wejściem do świata duchowego jest naprawienie obciążającego nas zła i pozostawienie po sobie samego dobra.

Śmierć kojarzy się nam ze smutkiem, a czasem nawet z tragedią. Odchodzą od nas nasi najbliżsi, których kochaliśmy, bez których trudno nam dalej żyć. Czasem musi upłynąć wiele lat, zanim zdołamy przystosować się do nowej sytuacji, w której nie ma przy nas bliskiej osoby. Czujemy, że już nie powróci do nas, że nigdy już jej nie zobaczymy i że odeszła na zawsze. Z czasem, choć tego bardzo nie chcemy, powoli zapominamy o tych, którzy odeszli do świata duchowego. To wszystko jest przykre, ale dotyczy tylko sytuacji zaistniałej w naszym upadłym świecie. W pierwotnych planach Stwórcy było zupełnie inaczej. W oparciu o to, co pisałem w poprzednich rozdziałach, łatwo sobie wyobrazić radość i szczęście w życiu wspólnoty ludzkiej z powodu wejścia kogoś do wieczności w świecie duchowym. To jednak pozostaje wciąż w sferze przypuszczeń.

Obecnie doskwiera nam często strach przed śmiercią, ponieważ boimy się tego, co niewiadome, nieznane. Tymczasem śmierć to pierwszy krok do najważniejszej części naszego życia. To otwarcie drogi do wieczności. Zamiast się nią martwić i jej się bać, warto dobrze się do niej przygotować. Wiadomo, że poza zbawieniem całego świata istnieje jeszcze problem naszego osobistego zbawienia. Ludzie podświadomie boją się sądu nad samym sobą. Wejście do świata duchowego jest jakby naszym sądem ostatecznym. Zależy on od stopnia osobistego przygotowania się do niego w czasie trwania życia ziemskiego.

W moich poprzednich opracowaniach o świecie duchowym wyjaśniałem, że większa część ludzi „czepia się życia”. To znaczy, że chce za wszelką cenę kontynuować je w tym samym środowisku, w którym rozpoczęła swoją egzystencję, pomimo znalezienia się już w świecie duchowym. To zjawisko opisałem jako ponowne pojawienie się osób duchowych w świecie fizycznym. Wynika ono często z wielkiego pragnienia dokończenia swoich ziemskich spraw oraz ze zrozumienia, że celem naszego fizycznego życia jest osiągnięcie doskonałości. Jednak dużo lepszą postawą byłoby skupienie się na rozpoczęciu nowej fazy życia w tym nowym środowisku. Właśnie do tej koncepcji chciałbym skłonić ludzi, używając tłumaczenia zawartego w tym opracowaniu.

Wyjaśniałem już w rozdziale o zasadach funkcjonowania świata duchowego, że Bóg po to stworzył bezkresny wszechświat, aby był on dla Jego dzieci wieczną sferą najpiękniejszych przeżyć. Co prawda, na obecnym poziomie wiedzy nasz kontakt z wszechświatem ogranicza się prawie całkowicie do naszej kuli ziemskiej, ale wszechświat stoi przed nami otworem. Na razie nie musimy obowiązkowo wyprawiać się w kosmos po nową wiedzę, gdyż jeszcze nie całkiem poznaliśmy naszą planetę, która wciąż urzeka nas nowymi odkryciami, mimo że przez tysiące lat zgromadziliśmy o niej ogromną ilość informacji. To, co „nagramy” za życia fizycznego, jest tym „materiałem” do budowania nowego scenariusza przeżyć w świecie duchowym. Nie trzeba sobie wyobrażać, że w tamtym świecie będą na nas czekały jakieś niewyobrażalne stwory z kosmosu czy dziwne, sprzeczne z naszą pierwotną naturą przeżycia. Tam wszystko będzie wynikało z przygotowanego przez Stwórcę naturalnego porządku wszechświata, z którym już częściowo zapoznajemy się podczas ziemskiego życia. Innymi słowy treść świata fizycznego rejestrujemy cały czas w naszej osobowości i przenosimy ją potem do świata duchowego. Jak zatem, dysponując takim „bagażem”, odczuwamy zetknięcie się z nową rzeczywistością?

Wiedzę o przełomowym momencie naszego życia zdobywamy stopniowo. Podczas gdy w naszej rzeczywistości, opisanej przez fizykę „newtonowską”, czas i przestrzeń są koniecznością, to w świecie duchowym są one tylko naszym wyobrażeniem. Bywają jednak ludzie wiary, a nawet naukowcy, którzy twierdzą, że nawet w świecie fizycznym czas jest tylko wytworem naszej wyobraźni. Choć zjawisko zawieszenia upływu czasu jest bardzo rzadkie, to jednak może się ono pojawić, gdyż w trakcie życia mamy współistnienie osoby fizycznej i duchowej. To może mieć miejsce pod wpływem silnego rozkojarzenia naszej osobowości, to znaczy w czasie utraty przytomności, w wyniku odurzenia środkami chemicznymi lub na skutek głębokich przeżyć religijnych spowodowanych dominacją osoby duchowej. Istnieją też nieliczni naukowcy, którzy, chcąc przełamać brak powiązania między mechaniką kwantową a ogólną teorią względności, próbują wyeliminować czas, twierdząc, że wynika on tylko z naszej wyobraźni lub pamięci. Potrzebują takiego założenia, ponieważ nie mogą podeprzeć się faktem istnienia świata poza czasem i przestrzenią oraz dokonaniami Stwórcy.

Wchodząc do świata duchowego, trzeba wziąć pod uwagę wszystko, co zostało opisane powyżej. Najważniejsze jest to, że wniesiemy tam w sobie „nagranie” całego życia. Będziemy mogli je w każdej chwili „obejrzeć” oraz ocenić, czyli dokonać nad nim „sądu ostatecznego”. Do tego jest jednak potrzebna pełna świadomość, że rozpoczynamy nowe życie.

Każdy z nas opuszcza świat fizyczny w stanie dalekim od doskonałości. Zatem w świecie duchowym obciąża nas ciągłe pragnienie ponownej obecności w świecie fizycznym. Właśnie na tym zjawisku opiera się teoria reinkarnacji. Jej twórcy zauważyli bowiem nieodparte dążenie osób duchowych do osiągnięcia wyższego poziomu duchowego przez ponowne „uczestnictwo” w życiu osób fizycznych na Ziemi. Essenceizm tłumaczy inaczej to zjawisko, negując równocześnie reinkarnację. Mój system wykazuje, że w obecnym stanie naszego świata nie ma dla nas możliwości właściwego rozwoju duchowego w ciągu ziemskiego życia. Zatem powrót na Ziemię miałby sens tylko wtedy, gdyby na niej nastąpiło zbawienie. Poniżej wyjaśnię jeszcze dokładniej naszą sytuację.

Po wejściu do świata duchowego i zrozumieniu właściwego sensu życia, każdy pragnie poprawić ten stan, czyli dokończyć swój rozwój duchowy. Jednakże, ponieważ każdego z nas obciążają ziemskie problemy, trudno o właściwą ocenę obecnej sytuacji, która wciąż uniemożliwia nam wzrost duchowy prowadzący do doskonałości osobistej. Chodzi też o stopień uwolnienia się od problemów związanych z życiem w świecie fizycznym. Często obciążenia z poprzedniego życia są tak wielkie, że uniemożliwiają zrozumienie bezsensu powrotu na Ziemię. Chcąc już teraz uniknąć takiego stanu, warto zawczasu zrozumieć, że powrót na Ziemię nie jest w obecnym stanie zasadny. Oczywiście są tam też tacy, którzy są na tyle świadomi sytuacji na Ziemi, że odczuwają ogromną potrzebę działania na rzecz zbawienia świata. Dotyczy to zwłaszcza osób duchowych przebywających w raju, dla których doprowadzenie do zbawienia ludzkości jest jedynym celem ich aktywności. Stało się to za sprawą odkupicielskiego dzieła Jezusa, który w pełni uwolnił te osoby od obciążeń poprzedniego okresu życia. Niestety, jak napisałem poprzednio, w „niższych” strefach świata duchowego wszelka aktywność na rzecz zbawienia świata jest zagłuszona przez problemy osobiste wynikłe z błędów popełnionych za życia ziemskiego, które w znaczącym stopniu mogą wyeliminować nas z tego procesu. Co więcej, mogą nawet uczynić nas narzędziem do szkodzenia temu procesowi, jeśli dostaniemy się pod wpływ świata duchowego podległego Szatanowi.

Z powyższego wynika, że na nasze przyszłe życie duchowe negatywny wpływ ma wszelkie działanie wywołujące krzywdę u innych ludzi, niszczenie i degeneracja miłości czy też odbieranie życia innym ludziom. Biblijne dziesięć przykazań jest pewnym opisem wartości, których niestosowanie w najbardziej szkodliwy sposób obciąża konto człowieka. Chodzi w nich przede wszystkim o to, aby nie sprzyjać systemowi życia sprzecznemu z koncepcją Boga. Łamanie dobrych, pochodzących od Boga standardów moralnych sprzyja „szatańskiej” koncepcji świata. Szanowanie, a właściwie kochanie swoich rodziców i wszystkich innych ludzi, którzy są przecież dziećmi Boga, niezabijanie, poszanowanie cudzej własności, uczciwość małżeńska i niestawianie siebie w pozycji Boga wskazują jasno, że te przykazania wyczerpują większość negatywnych zjawisk niszczących osobowość każdego człowieka.

Wiemy już, że nasze życie to materiał w formie „nagrania”, który wnosimy ze sobą do świata duchowego po śmierci fizycznej. Od tego momentu nie da się już nic cofnąć ani niczemu zaprzeczyć w naszych przeżyciach. Poza nielicznymi wyjątkami, wchodząc do świata duchowego, stosunkowo szybko zdobywamy właściwy punkt widzenia na swoje poprzednie życie. W ten sposób rozpoczyna się nasz prywatny „sąd ostateczny”. Widzimy wówczas jasno swoją przeszłość i rozumiemy od razu, co jest materiałem właściwym do życia wiecznego. Równocześnie uświadamiamy sobie, co stanowiło materiał bezwartościowy, a przede wszystkim, co było złem niszczącym nasze życie.

Piekło osobiste zaczyna się w momencie, gdy człowiek zrozumie, że zmarnował swoje życie i zaczyna żałować większości dokonanych postępków. Wówczas pragnie naprawić złe czyny i krzywdy. Gdy jednak zda sobie sprawę, że nie może cofnąć tych zdarzeń, zaczyna coraz bardziej cierpieć. Jeśli nie otrzyma przebaczenia ze strony tych, których skrzywdził, to być może będzie musiał czekać aż do odpuszczenia swoich win przez Zbawiciela. Chcę tu dodatkowo wspomnieć grupę ludzi szczególnie cierpiących, to znaczy tych, którzy popełnili samobójstwo. Poziom duchowego bólu jest u nich ogromny. Dla nich wszystkich jedyną nadzieją jest przyjście Zbawiciela.

Twierdzenie, że piekło jest karą Bożą za nasze grzechy, wymaga zdecydowanego zanegowania. Takie „sprawiedliwe” podejście do naszej sytuacji po śmierci oznaczałoby, że Najwyższy Sędzia będzie nas karał za nasze grzechy. Tak głosi doktryna wielu wyznań religijnych. Prowadzi to do paradoksalnego wniosku: oto Stwórca będzie nas poddawał karom w świecie duchowym za to, że zostaliśmy przez Szatana poddani niewolniczemu życiu w piekle. Czy taki powinien być obraz sprawiedliwego i kochanego Ojca Niebieskiego?

Jednak z taką absurdalną oceną Stwórcy żyje obecnie wielu ludzi. W świetle tego, co pisałem już w tym opracowaniu, takiego karzącego ludzi Boga nie ma. Kocha On bowiem bezgranicznie Swoje dzieci i nie przygotował dla nich żadnych kar i cierpienia. To tylko wymysł upadłej natury ludzkiej, która nie potrafi ocenić niewyobrażalnego dobra pochodzącego od Ojca Niebieskiego. Trzeba zatem jasno stwierdzić, że to my sami z siebie będziemy odczuwali ból i cierpienie po wejściu do świata duchowego. To będzie ta nasza „kara”. Tam bowiem zrozumiemy, jak daleko odeszliśmy od formy życia przewidzianej w Królestwie Niebieskim. Ten ból może być potęgowany faktem, że na Ziemi dalej trwa piekło, a my, którzy już żyjemy w świecie duchowym, nie możemy naprawić skutków swoich grzechów.

W otwartym po zmartwychwstaniu Chrystusa świecie duchowym, rozliczanie życia ziemskiego przez samych siebie będzie działać w oparciu o prawa Boże, czyli nastąpi to, co nazywamy sprawiedliwością Bożą.  Kary w formie cierpienia psychicznego będą wymierzać sobie sami ludzie, gdy zacznie w nich działać pobudzona przez te prawa pierwotna natura. Ci, którzy popełniali zło na Ziemi, sami uświadomią sobie, że trzeba je koniecznie naprawić. Wówczas głównym motorem ich działania będzie ogromne pragnienie cofnięcia krzywd, które wyrządzili innym oraz usunięcie szkód, które powstały z ich winy w czasie całego swojego życia. Ten stan można nazwać przebywaniem tych ludzi w sferze określonej „religijnie” czyśćcem. Pełne ukojenie ich sytuacji może zapewnić im tylko akt ostatecznego zbawienia.

Reasumując, właściwie dobre, czyli normalne życie w świecie duchowym zaczyna się wtedy, gdy dzięki zbawieniu oczyścimy ze zła swoją historię życia. Oznacza to, że przeszliśmy już do końca swój osobisty „sąd ostateczny”. Będziemy mogli wówczas przeżywać na nowo swoje życie zgodnie z koncepcją Stwórcy. Możemy sobie nawet stworzyć ulubiony przebieg życia i realizować wszystkie swoje pragnienia. Możemy też odtwarzać swobodnie wszelkie chwile radości i uniesienia tyle razy, ile nam się spodoba, a także modyfikować je w dowolny sposób. Będziemy wówczas dzielić się swoją radością z tymi, których najbardziej kochaliśmy. Ich i nasza miłość wraz z tą, która stale płynie od Ojca Niebieskiego, pozwoli nam osiągnąć stan doskonałości osobistej.

 

 

 

 

 

 

 

 

Essenceizm -

Analityczny system dla zrozumienia istnienia Boga, świata duchowego i wieczności człowieka

Na tej stronie przedstawiona jest treść kilku książek dotyczących analitycznego sytemu o nazwie essenceizm:                            

 1. Essenceizm 1 - “Bóg nie jest z tego świata”

 2. Essenceizm 2 - “My jesteśmy z tego świata”

 3. Essenceizm 3 - “Zło jest z tego świata”

 4. Essenceizm 4 - “Wizja nie z tego świata”

 5. Essenceizm 5 - “Wieczność nie jest z tego świata”