Wiedza64
Pełniejsza analiza pojawienia się zła
Religijne” definicje dobra i zła
Na następnych stronach tego tekstu wyjaśnię dokładniej, jak powstało zło. Teraz, dla jasności tego opracowania, załączam tylko krótkie definicje dobra i zła (z reguły raczej „religijne”).
a) w znaczeniu czynności – dobro to działanie i wynik działania zgodny z Wolą Boga, a zło to działanie i wynik działania niezgodnego z Wolą Boga.
b) w znaczeniu stanu – dobro oznacza Królestwo Niebieskie, czyli świat pod panowaniem Boga, a zło piekło, czyli świat pod panowaniem Szatana.
c) w znaczeniu uosobienia – dobro ucieleśnia się w Osobie Stwórcy, a zło w postaci Szatana.
d) w znaczeniu istnienia – dobro jest osobliwością trwającą wiecznie, to znaczy w nieskończoność, a zło jest przemijające i zostanie kiedyś zlikwidowane.
e) w znaczeniu bieżącej rzeczywistości – dobro jest tym, co powinno zawsze być, a zło tym, czego być nie powinno.
Warto jeszcze raz dokładniej uzmysłowić sobie fakt, dlaczego Prawdziwy Bóg nie zna zła.
Po pierwsze, dlatego, że go nie stworzył. Gdyby zło wyszło od Stwórcy, to byłoby częścią Jego Osobowości; byłoby wieczne, nie do zlikwidowania. Jednak tak nie jest, gdyż Jego Osobowość nie ma w sobie sprzeczności. Według opisów biblijnych zło pojawiło się już po zakończeniu aktu stwórczego. Zło zapoczątkował Archanioł Lucyfer, potem przeniosło się na Adama i Ewę, a w końcu na wszystkich ludzi. Znał je Jezus Chrystus, gdyż to On miał je zniszczyć.
Po drugie, absolutnie dobry i doskonały Byt Pierwoistny z samego założenia nie może mieć nic wspólnego ze złem, gdyż nie mógłby być „zmodyfikowany” przez obcy Mu czynnik. Dla Niego zło to nicość, która jest poza Nim. To sfera poza Jego istnieniem i działaniem. Tę sferę nazywa się piekłem, w którym, zgodnie z twierdzeniem Jezusa Chrystusa, rządzi „bóg tego świata”, czyli Szatan. Można zatem nazwać naszą cywilizację piekłem, gdyż tak nazywa się środowisko pod panowaniem Szatana.
Po trzecie, z uwagi na niezgodność zła z Osobowością Stwórcy, który istnieje w stanie poza czasem i przestrzenią, nie mogło ono dotrzeć do Niego jako poznawalne zjawisko. Zatem Byt Pierwoistny go nie odbiera i nie zna. Zło powstało w czasoprzestrzeni wszechświata, dlatego my, tkwiąc w niej, odczuwamy je bezpośrednio.
W oparciu o atrybuty Bytu Pierwoistnego opisane w tym opracowaniu, można najkrócej zdefiniować zło jako to, co jest obcą, sprzeczną z Nim rzeczywistością, to znaczy „nowotworem”. W moim rozumowaniu nie chodzi o to, aby osłabić wszechwiedzę Boga jako Stwórcy. Gdyby Byt Pierwoistny przewidywał zło, to od tego momentu zło byłoby Mu znane, a więc byłoby częścią Jego Świadomości. On jednak nie ma w Sobie sprzeczności. Zło nie jest zwykłą jakością czy zjawiskiem, jakich jest wiele na świecie. Stanowi ono absolutny wyjątek istniejący poza pierwotnym wszechstworzeniem. To rodzaj antyrzeczywistości będącej absolutnie poza Bytem Pierwoistnym, niemożliwa do pojawienia się w Jego Osobowości.
Tak jak to zostało opisane na początku tego opracowania, człowiek otrzymuje przy swoim narodzeniu ”czystą” osobę duchową. Dopiero potem, zostaje ona zainfekowana przez upadłą naturą odziedziczoną od rodziców żyjących w świecie, w którym istnieje zło. Według Jezusa Chrystusa odziedziczyliśmy je w formie upadłej natury pochodzącej od „niewłaściwego ojca” ludzkości. To ona, „nauczyła” nas takiego obrazu Boga, w którym obciąża się Go znajomością zła. Zatem podświadomie przyjmujemy punkt widzenia sprzeczny z naszą pierwotną naturą, co jest jedną z podstawowych cech naszej upadłej natury. Przejawia się ona także brakiem bezpośredniego kontaktu ze Stwórcą, niezdolnością oceny rzeczywistości z Jego punktu widzenia, niemożnością dostrzegania właściwych praw i zasad ustanowionych przez Niego oraz brakiem przebiegu życia przypisanego nam przez Niego jako Jego dzieciom.
Upadła natura to pojęcie teologiczne, a zatem powinno być wyjaśnione „religijnie”, co w moim przypadku oznacza posłużenie się symbolicznymi opisami biblijnymi. Już przedtem mechanizm jej powstania został przeze mnie przeanalizowany na stronie www.istota.net. Tam też pokazałem cały proces, który dokonał się na początku historii ludzkości. Między innymi wyjaśniałem upadek człowieka oraz pojawienie się istoty o nazwie Szatan. To właśnie od niego dziedziczymy naszą upadłą naturę.
Według mojego systemu analitycznego Szatan to były Archanioł Lucyfer. Można przypuszczać, że Stwórca wyznaczył go razem z innymi aniołami, by wychowywał pierwszych ludzi do momentu, gdy w sposób bezpieczny będą mogli posługiwać się najpotężniejszą siłą stworzenia, czyli Pierwoistną Siłą Miłości. Wywodzi się ona z Serca Bytu Pierwoistnego. Jest ona jedyną siłą, która wytwarza pierwoistny stan dobra. Archanioł, jako wychowawca pierwszych ludzi, miał nauczać ich, jak posługiwać się tą siłą, aby w wyniku ziemskiego rozwojem doszli do stanu doskonałości. Tak musiało się stać, gdyż doskonały Ojciec Niebieski nie mógł bezpośrednio wychowywać Swoich dzieci. Dlatego Archanioł zastępował Go we właściwym wprowadzaniu w życie wspomnianej siły miłości. Jedynym niebezpieczeństwem w tej sytuacji było niewłaściwe jej ukierunkowanie. Jak to wyjaśniałem we wszystkich moich opracowaniach, właśnie ta sytuacja nastąpiła. Archanioł Lucyfer przekierowując ku sobie siłę miłości, przejął równocześnie pozycję niedoskonałego Adama. Stając się niedoskonały tak jak Adam, zawładnął Ewą. To odwrócenie kierunku siły miłości zniszczyło zaplanowany przez Ojca Niebieskiego rozwój ludzi. Równocześnie zapoczątkowało powstanie z niej równie potężnej siły władzy będącej źródłem zła. Właśnie w ten sposób Szatan został „ojcem” ludzkości. Oznacza to, że wszystkie jego intencje, myśli i sposoby działania, które powstały w nim w procesie upadku od stanu dobrego Archanioła Lucyfera do stanu złej istoty zwanej Szatanem, przeniosły się na ludzi. Stali się oni zatem jego „dziećmi” w nowym złym królestwie zwanym piekłem. Ucieleśniona w osobowości Szatana upadła natura została odziedziczona przez wszystkie osoby duchowe ludzi, którzy przychodzą na świat w tej nowej złej rzeczywistości. Funkcjonuje ona obok naszej pierwotnej natury, otrzymanej pierwotnie od Stwórcy. Niestety, ta pierwotna nie rozwinęła się w pełni i została zagłuszona przez tę upadłą. Religie nazywają to, co się stało w raju, grzechem pierworodnym i wyrażają przekonanie, że ten grzech jest dziedziczony przez wszystkich ludzi, niezależnie od naszej woli. Po prostu rodzimy się z tym piętnem, które uzewnętrznia się w postaci upadłej natury wszczepionej do naszej osobowości. Dlatego upadłej natury nie da się zwyczajnie usunąć. Aby można ją było zlikwidować, ludzkość potrzebuje zbawienia, które w dużym skrócie jest procesem odwrotnym do upadku pierwszych ludzi.
W celu lepszego zrozumienia procesu powstania zła jeszcze dokładniej przeanalizuję symboliczny opis kłamstwa „węża” z Ogrodu Eden, w którym twierdzi on, że ludzie nie umrą, i że Stwórca zna zarówno dobro jak i zło. Właśnie to kłamstwo wypowiedziane przez Lucyfera w Ogrodzie Eden w „religijny” sposób opisuje proces powstania zła. Było to tak. Prawda od Stwórcy dotyczyła faktu, że spożycie „owocu” spowoduje śmierć: „…z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2,16-17). I tak właśnie się stało. W wyniku upadku Adam i Ewa umarli, oczywiście tylko dla Boga, ale dla Niego było to równoznaczne z pełną śmiercią ludzi. Lucyfer przeciwstawił prawdzie od Boga swoje słowa:. „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3, 5-6). W tej wypowiedzi Lucyfera są właściwie aż dwa kłamstwa: pierwsze, że nie umrą, a drugie, że Bóg zna zarówno dobro jak i zło. To drugie kłamstwo jest tak wypowiedziane, że niewielu zdaje sobie sprawę z jego ogromu i konsekwencji. Zarówno judaizm jak i chrześcijaństwo bezkrytycznie przyjęły, że Lucyfer mówił prawdę, twierdząc, że Bóg zna zło. Tymczasem Pan Jezus miał jasne zdanie o wypowiedzi Szatana: „Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa”(J 8, 44). Dlatego na wielu stronach moich opracowań wykazuję, że Bóg nie zna zła, a nawet nie może go znać. Oczywiście, Szatan bardzo by chciał, aby ludzie twierdzili, że Bóg zna zło i żeby jego kłamstwo stało się obiegową prawdą. Aby tak nie było, warto zaufać opinii Syna Bożego, zamiast „oskarżać” Boga o angażowanie się w zło i w jego skutki.
Aby zbadać istnienie zła, analizowałem nie tylko Biblię, ale również Koran, przeczytałem opracowania ksiąg Wedy, przejrzałem Tipitakę oraz szereg innych uznanych ksiąg religijnych, w tym nawet Księgę Uranti. Zorientowałem się, że w tych księgach zło jest traktowane jako obcość, jak coś niechcianego w istniejącym świecie. Jednak ze wszystkich ksiąg opisujących pochodzenie zła na pierwszym miejscu stawiam Biblię. Mówi ona w sposób symboliczny o bardzo wielu wydarzeniach. Autorzy Biblii, tworząc jej teksty, znali już zło i musieli jakoś wytłumaczyć jego istnienie. W przyrodzie nie istnieje drzewo poznania dobra i zła, a więc jest ono symbolem jakiegoś zjawiska, stanu lub nawet jakiegoś bytu. Może ono na przykład symbolizować stan czyjeś niedoskonałości, w tym wypadku Ewy. Jego istnienie może też pośrednio sugerować, że Bóg przekazuje ludziom wiedzę o czekającej ich odpowiedzialności za swoje życie. Wiedząc, że ludzie wzrastający w Ogrodzie mogą podejmować niezależne od Niego decyzje, ostrzega ich przed „zagubieniem się” i robi to w formie zakazu spożycia „owocu”. Nic dziwnego, że po tym „spożyciu” ludzie zgubili się gdzieś Panu Bogu i nie bez powodu zadaje On słynne pytanie: „Gdzie jesteś, Adamie?”.
Oczywiście między Stwórcą a ludźmi utrzymuje się cienka nić komunikacji. Jej poziom można porównać do poziomu komunikacji między Ojcem Niebieskim a Adamem i Ewą w Ogrodzie Eden. Tam, w swojej młodości, zanim nastąpił ich upadek, pierwszy syn Boga oraz Jego pierwsza córka Ewa komunikowali się bezpośrednio z Bogiem. Bóg jest niezmienny. Nie opuszcza Swoich dzieci, nawet gdy one go opuściły. Przecież człowiek posiada osobę duchową daną mu przez Stwórcę. Jej charakter jest naszą pierwotną naturą, naszą właściwą osobowością, czyli miejscem Jego bezpośredniej obecności. Jest to właśnie Jego „tchnienie”, które otrzymujemy przy narodzeniu. Od tego momentu zaczyna się nasza wieczna więź z Ojcem Niebieskim, która służy człowiekowi w dojściu do doskonałości. Niestety ta więź jest tylko cienką nicią komunikacji z Nim, gdyż po upadku Adama i Ewy nie było jej dane należycie się rozwinąć. Pierwotna natura będzie w nas tkwiła na zawsze, bez względu na to, jak postępują ludzie. Odczuwamy ją najczęściej jako działanie naszego sumienia. Jest to nasza reakcja na fakt stałego trwania Jego praw i zasad będących Opatrznością Bożą. Jest także dla nas bazą dla przyszłego Królestwa Niebieskiego. Prawa Opatrzności Bożej, chociaż trudno odczuwalne, istnieją aktywnie i wywierają wpływ na naszą wolę „powrotu” do Swego Stwórcy. Wielu ludzi wyczuwa Opaczność Bożą jako płynącą do nich Bożą Miłość, która wywołuje w nich ciągłą wiarę i nadzieję, że kiedyś będziemy razem z Ojcem Niebieskim. Niestety poziom naszej więzi z Nim nie może przekroczyć poziomu, który zaistniał w Ogrodzie Eden. W takim razie Wola Boga niezmiennie powoduje w nas stałe pragnienie powrotu do utraconego Królestwa Niebieskiego. Jego brak wzbudza w nas niesłabnącą nadzieję wspieraną przez pierwotną naturę otrzymaną od Stwórcy. To stałe pragnienie możne odczytać w słowach „Przyjdź Królestwo Twoje, bądź Wola Twoja…”. Rezultatem tych pragnień powinno być wypracowanie sytuacji, w której może pojawić się ktoś taki, jak Jezus Chrystus. Zatem Byt Pierwoistny niezmiennie czeka na przypisane Jego dziełu działanie aniołów, Syna i Córki Bożej oraz całej ludzkości. Dla nas ten czas oznacza koniecznego odrodzenia się Adama i Ewy do pierwotnej pozycji, która została utracona w Ogrodzie Eden.
W koncepcji Stwórca każdy z nas przechodzi życie fizyczne na Ziemi, aby w tym czasie osiągnąć dojrzałość osobistą, czyli doskonałość przeznaczoną człowiekowi. Tymczasem my tej doskonałości nie osiągamy, a na dodatek dziedziczymy „stan śmierci” od pierwszych przodków ludzkości. Opuszczając sferę fizyczną, wchodzimy do sfery duchowej niedostosowani do wiecznego życia w sferze poza czasem i przestrzenią. Trwamy tam zablokowani bez możliwości życia w Królestwie Niebieskim, w którym czeka na nas Ojciec Niebieski. Wybawienie z tej sytuacji może nastąpić tylko za sprawą powrotu „czystych przodków” ludzkości, czyli Syna Bożego i Córki Bożej.
Ogromny postęp na drodze naprawy zaistniałej sytuacji dokonał Jezus Chrystus jako Syn Boży, czyli Doskonały Adam. Jego zbawcze dzieło należy nazwać Odkupieniem. Oznacza to, że kosztem Swojego fizycznego życia, uwolnił ludzi ze sfery śmierci, czyli z piekła, a następnie umożliwił im przejście do sfery życia, czyli do tak zwanego czyśćca, w którym mogą rozpocząć powrót do raju. Raj to sfera początkowa Królestwa Niebieskiego, w której ludzie, tak jak pierwotnie to miało miejsce w przypadku Adama i Ewy, mogą dochodzić do pełnej dojrzałości jako dzieci Boże. Dzięki Jezusowi do tego miejsca weszło już wielu ludzi, a właściwie ich wieczne osoby duchowe. Dla dobra ludzkości ten proces nadal trwa. Niestety, za życia Jezusa obok Doskonałego Adama zabrakło Doskonałej Ewy. Tę rolę w procesie zbawienia spełnia teraz Duch Święty jako Jego duchowa „partnerka”, działająca stale obok Niego.
Zatem Bóg wciąż czeka na nas. W Jego Królestwie, które znajduje się poza czasem i przestrzenią, czas nie upływa, a więc nie ma znaczenia, czy człowiek będzie dochodził do doskonałości przez 80 lat, przez 8.000 lat, a nawet przez 80.000 lat. My niestety, żyjąc w ziemskim piekle, odczuwamy przepływ czasu i na razie nie jesteśmy w tym stanie osiągnąć przypisanej nam doskonałości.
..