Wiedza69
Konsekwencje wynikające z twierdzenia,
że Prawdziwy Bóg nie zna zła
Stwierdzenie, że Bóg nie zna zła może być szokiem dla tych, którzy wierzą, że Stwórca jest wszystkowiedzący, czyli że panuje nad istnieniem wszelkiej rzeczywistości. Niestety, zakres wszechwiedzy Boga sięga tylko do granicy, w której zaczyna się zło. Za tą granicą jest tylko otchłań, czyli coś, co dla Niego nie może istnieć. Tak najlepiej wyobrazić sobie piekło.
Inne zaskoczenie może wywołać stwierdzenie, że Bóg nie uczestniczy w życiu ludzi na Ziemi. Oznacza to, że choć jest, to jakby Go nie było. W naszym świecie, który nazwałem piekłem, wciąż króluje „pan tego świata”, jak Szatana nazwał Jezus Chrystus. Uznaję za pewnik, że Bóg nie może angażować się w piekło, to znaczy, że nie może działać w tym samym miejscu, co Szatan. A zatem nie ma Go tu z nami. Przypisywanie Bogu udziału w życiu świata pod panowaniem Szatana jest moim zdaniem niewłaściwe i oznacza zupełny brak zrozumienia Osobowości Stwórcy.
Jezus nauczał o bezwarunkowej miłości Ojca Niebieskiego, między innymi w przypowieści o synu marnotrawnym. Wbrew temu, teolodzy chrześcijańscy zrobili z Niego karzącego Sędziego, który analizuje i ocenia nasze grzechy. Dlatego dobrze jest zdać sobie sprawę z tego, że Ojciec Niebieski nie obserwuje naszego zachowania, nie ocenia nas na bieżąco i nie czeka po naszej śmierci z karami na tych, którzy zrobili coś niezgodnego z Jego prawami. Nie jest On bowiem naszym dozorcą ani policjantem, ale raczej Ojcem doskonale dobrym i kochającym. Nie dość, że cierpimy w niewoli szatańskiej, to wiele religii „oskarża” Boga o przygotowywanie dodatkowych kar i cierpień dla Swoich dzieci po zakończeniu ziemskiego życia. Trzeba zupełnie nie czuć Serca Naszego Ojca Niebieskiego, aby głosić takie idee. Wszelkie kary i cierpienia odczuwane po wejściu do świata duchowego są naszymi wyrzutami sumienia, gdy zdamy sobie sprawę ze swoich błędów i grzechów popełnionych w życiu fizycznym.
Wprowadzenie do świadomości ludzi faktu, że Bóg zna zło, warto uznać za jeden z największych sukcesów „pana tego świata”. Szatanowi udało się przez to „zdegenerować” w pewien sposób obraz Boga w oczach ludzi. Dokonało się to prawie we wszystkich miejscach na kuli ziemskiej. Najstarsze plemiona tworzyły bogów wojowniczych, mściwych i stających po czyjejś ze stron konfliktów. Bogowie egipscy, greccy czy rzymscy uwikłani byli w ludzkie sprawy pełne zła, krzywd i fałszywej sprawiedliwości. Tak zwani plemienni bogowie mieli swoje narody wybrane, a tak zwani biblijni czy koraniczni bogowie rządzili ludźmi za pomocą (proszę wybaczyć za sformułowanie) „kija i marchewki”. Tacy „bogowie” rozsiewali hojnie przywileje różnym władcom „z bożej łaski”, wskazywali wybrańców, którzy stawali się potem obiektem kultu, zezwalali na palenie na stosach niewinnych ludzi, przyjmowali różnorodne ofiary za „odkupienie złych uczynków” oraz rządzili wszystkimi za pomocą tak zwanej „opatrzności bożej”. To wszystko, jak to wcześniej podkreśliłem, jest jednym wielkim sukcesem Szatana jako „ojca kłamstwa”.
W praktyce „sukces pana tego świata” w ogromny sposób spustoszył między innymi psychikę mieszkańców Europy, w której kultura chrześcijańska rozwinęła się najbardziej. To tu walczący rycerze posługiwali się krzyżem i innymi symbolami chrześcijańskimi, a równocześnie uczestniczyli w zbrodni ludobójstwa. To chrześcijańskiej Europie żołnierze mordowali miliony niewinnych ludzi, mając na pasach napis: „Bóg jest z nami”. Należy też wspomnieć, że ci europejscy „misjonarze” wymordowali większość Indian w Ameryce, tym razem bez żadnych sztandarów i napisów. Gdyby kościoły europejskie od momentu swego powstania jasno nauczały, że Bóg nie dopuszcza zła, a wręcz go nie zna i gdyby nauczały, że zło wytwarzają tylko ludzie wbrew prawom Bożym, to historia Europy mogłaby się potoczyć inaczej. A tak mamy dalej w tej części świata, jak również w innych miejscach na świecie, „religijne” przyzwolenie do niszczenia dobra przy pomocy pięknych haseł czy kłamstw wyglądających na prawdę. Chciałbym, aby chrześcijanie zrozumieli, że jest to całkowicie sprzeczne z nauką Jezusa.
Twierdząc, że Bóg nie zna zła, wrócę jeszcze raz do analizy misji Jezusa. Dotyczy ona twierdzenia chrześcijan, że Bóg zesłał Swojego Syna, aby przez męczeńską śmierć na krzyżu zgładził nasze grzechy. Takie twierdzenie jest kolejnym przykładem niezrozumienia Serca Boga. Muszę teraz jeszcze raz przytoczyć słowa, które powtarzam we wszystkich moich publikacjach: „Jak Bóg, Twórca przykazania „nie zabijaj”, mógł się posłużyć krwawą ofiarą, a właściwie morderstwem, jako metodą na zbawienie świata?! Przecież Jezus nie mógł sam siebie zabić, ale musieli tego dokonać ludzie. W żadnym wypadku morderstwo dokonane przez ludzi, dzieci Boga, nie może być narzędziem w ręku Boga. Idea zbawienia przez krwawą ofiarę ma charakter pogański i jak wszystko, co pogańskie, jest bardzo odległa od sposobów działania Boga”.
W rozmowach z chrześcijanami na Dalekim Wschodzie wszyscy podkreślali ogromną moc nauk Jezusa Chrystusa. Zauważyłem, że w tak odległych kulturowo krajach żyją też chrześcijanie, co prawda nieliczni, którzy potrafili wytrwać przy swojej wierze mimo niewyobrażalnych prześladowań. Oni jednak dziwili się, że chrześcijańska Europa stała się zarzewiem wojen światowych, a także niesłychanego w dziełach świata ludobójstwa. Zwracali uwagę na ogromną słabość instytucjonalnego chrześcijaństwa, choć nie znali tego przyczyny. Dlatego wykazywałem im w czasie dyskusji, że słabość chrześcijaństwa wynika w dużej mierze z faktu, że wierni tej religii są przeświadczeni, że Bóg wszystko wie, wszystko widzi i wszystkim kieruje. Ta błędna wiara niesłychanie wypacza prawdziwy obraz Boga. Powoduje równocześnie niedocenianie potęgi zła i jego wpływu na psychikę ludzi. Niestety, błędna postawa przywódców religijnych wciąż pootrzymuje wypaczenia nauk Jezusa, co rzutuje na obecny stan Europy. Również judaizm, islam i inne religijne dokładają się do tego moralnego spustoszenia z powodu wiary, że Bóg zna zło.
Dzięki poznaniu prawdy o tym, że Bóg nie zna zła, można wreszcie zrozumieć słowa Jezusa: „Boże Mój, Boże Mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 46). Jezus w chwili śmierci powiedział prawdę. Jego słowa są wyrazem odczucia, że Bóg naprawdę Go opuścił. Przedtem był On z Jezusem przez całe Jego życie aż do momentu decyzji Jezusa o ofierze odkupienia ludzkości kosztem własnego życia. Do tej sytuacji doprowadziło niespełnienie misji przez Jana Chrzciciela, brak wiary narodu wybranego, strach apostołów, zdrada jednego z nich, a także zaparcie się Go przez Jego najbliższego ucznia. Drugi Adam stanął sam do bezpośredniego pojedynku z Szatanem, opuszczony nawet przez Swego Ojca. Kiedyś Pierwszy Adam opuścił Ojca Niebieskiego, rozpoczynając proces zła po „przegranym pojedynku” z Archaniołem Lucyferem. Zatem po tysiącach lat przyszedł czas, aby naprawić upadek Adama i Ewy. Tylko w ten sposób, opuszczony przez Swego Ojca, Syn Boży, Drugi Adam, mógł samodzielnie, odkupić ludzkość i otworzyć dla nas świat duchowy. Dzięki temu umożliwił ludziom wchodzącym do niego zerwanie więzi z Szatanem. Równocześnie samemu Sobie Jezus zapewnił pozycję Pana „Ogrodu Eden”, a Ojciec Niebieski mógł Go „przywitać” w Swoim Królestwie. Jest tam miejsce również nas.
Jeśli jakaś religia twierdzi, że Bóg zna zło lub dopuszcza do jego istnienia, to obciąża Boga czynami Szatana oraz umieszcza Stwórcę razem z jego przeciwnikiem w tym samym miejscu, czyli w naszym upadłym świecie. To prowadzi do prostego wniosku, że taka religia sprzyja Szatanowi, wspierając go w jego dalszej władzy na Ziemi. Może to spowodować podejrzenie, że taka religia jest wypaczona przez „władcę tego świata” i może pośrednio wspierać jego dalszą władzę. Dodatkowo przypisywanie Bogu, że stale obserwuje nasze zachowanie i czynnie wpływa na nie, jest właśnie tym, co robi z nami Szatan. Nie godzi się zatem „oskarżać” o to naszego Stwórcę.